Saturday, 10 May 2014

Fifteen

KONIECZNIE PRZECZYTAJ NOTKĘ 
POD ROZDZIAŁEM


"Chciałabym, żeby wziął mnie za rękę i poprowadził. Żeby się o mnie starał, żeby mu zależało... Tak! Chcę czuć, wiedzieć, że on bardzo mnie pragnie, że jestem dla niego najważniejsza! I niech mi to mówi, pisze! Nie chcę się niczego domyślać! Niech mnie kocha! A ja dam mu całą siebie taką, jaka dziś jestem - ciepła, czuła, tęskniąca."


- Skąd wiedziałeś, że tu jestem?
- Nie wiedziałem. - spojrzałam na niego z zaciekawieniem - Przyszedłem tu, żeby pomyśleć.
- Przeszkodziłam Ci.
- Nie. Chyba nawet pomogłaś. Kiedy Cię tu zobaczyłem, poczułem się lepiej. Nie jesteś mi obojętna, Bethy. Potrzebuję Cię. Kiedy jesteś ze mną, wszystko wydaje się łatwiejsze. - usiadł na przeciw mnie i chwycił moje dłonie. - Być może muszę z Tobą przebywać, żeby to zrozumieć. - wyszukiwał reakcji w moich oczach - Bądź ze mną, Ellie. - pokręciłam przecząco głową
- Nie, Zayn. To nie jest dobry pomysł.
- Dlaczego? Kochasz mnie, a ja... - urwał - Potrzebuję Ciebie. Może wreszcie dowiem się, co czuję. Dzięki Tobie.
- Nie. Ja muszę mieć pewność. Mogę być z kimś, kto mnie kocha. Ty mnie jedynie potrzebujesz.
- To nie wystarczy?
- Nie.
- Co teraz będzie? Skreślasz nas? Na zawsze?
No właśnie. Skreślam nas? Nie. Oczywiście, że nie. Wystarczy mi odrobina twojej miłości, Zayn. Nie oczekuję wiele. Chcę jedynie, żebyś mnie kochał. To nic trudnego. Poczekam. Już niedługo będziemy razem. Szczęśliwi.
Mam nadzieję, że tak będzie.
- Nie. Nie na zawsze. Na teraz.
- Dlaczego?
- Nie rozumiesz tego... - wyszeptałam
- To mi wytłumacz. - uniósł mój podbródek
- Potrzebuję miłości.
- A ja potrzebuję kochać. - wyszeptał - Wiem, że tylko ty możesz mi pomóc, rozumiesz? Jeżeli ty tego nie zrobisz, nigdy nikogo nie pokocham.
- Nie mów tak. - wstałam - Muszę iść.
- Dokąd?
- Nie wiem. - wzruszyłam ramionami.
Jak najdalej od rzeczywistości. Tyle, że myślałam, że tu jest najdalej-od-rzeczywistości. Dokąd mam iść? Czy mam iść? Co robić?
Jestem w czarnej dupie.
- Wróć do domu. - poprosił
- Nie. Nie mogę.
- To gdzie zamierzasz mieszkać? - nie dawał mi spokoju. Tylko czy ja chciałam, żeby dał mi spokój?
- Na razie pójdę do hotelu, a później...
- Nie zgadzam się. - przerwał mi, mówiąc tonem nie znoszącym sprzeciwu
Westchnęłam. Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam na niego.
- Zayn, jestem dorosła. Dam sobie radę. Nie możesz mi rozkazywać. - powiedziałam cicho, głos znowu zaczął mi się załamywać - Potrzebuję przerwy. Ty też, a...
- Jedyne, czego potrzebuję, to ty. - znowu mi przerwał
- Przestań. - wyszeptałam
- To pozwól, że zabiorę Cię do domu. Obiecuję, że dam Ci spokój. Nie będę wchodził Ci w drogę. Dam Ci tyle czasu, ile będziesz potrzebowała, ale... Muszę wiedzieć, że jesteś w pobliżu. Zgódź się.
- Dobrze. - wyszeptałam
Podszedł do mnie i objął mnie. Ponownie się w niego wtuliłam. Byłam w ramionach jedynego człowieka, który mógł mnie uspokoić. Tylko on mógł podarować mi szczęście. I chciał to zrobić. Dlaczego, więc go odpychałam? Może on mnie kocha, tylko nie potrafi tego przyznać? Może potrzebuje czasu, żeby to zrozumieć? Tak, ja też potrzebuję czasu. Nie powinnam się zgadzać. Jednak jestem za bardzo zmęczona na jakiekolwiek negocjacje. Potrzebuję snu.

***

Obudziłam się w sypialni Zayn'a. Nawet nie pamiętam, kiedy usnęłam. Jedyne, co mam w głowie, to słowa: "Nigdy nikogo nie kochałem. Nie wiem, jak to jest kogoś kochać." To niemożliwe. Kochał swoją rodzinę. Kochał Victorię. Dlaczego twierdzi, że nie wie, jak to jest? Nie rozumiem. Jeżeli się kogoś kocha, to się to wie.
Widocznie on nie kocha.
"Chcę kochać, ale nie potrafię." Oczywiście, że potrafisz, Zayn. To nic trudnego. Wystarczy odrobinę wysiłku, odrobinę poświęcenia. Z całą pewnością, tyle wystarczy.
"Jedyne, czego potrzebuję, to ty."
Nic z tego nie rozumiem. Miłość jest skomplikowana. Zastanawiam się, po co to wszystko? Po co komu miłość? Same z nią kłopoty. Dużo lepiej byłoby być pozbawionym uczuć, bezwzględnym człowiekiem. Dużo łatwiej byłoby wtedy żyć. Brak jakichkolwiek wyrzutów sumienia, brak zainteresowania ze strony drugiego człowieka. Życie byłoby wtedy łatwe. Ale nie miałoby sensu.
Jaki mielibyśmy powód do życia?
A jaki mamy teraz?
Ja mam jeden powód. Zayn. On mnie potrzebuje. Muszę dla niego żyć. I będę żyć. Z nadzieją, że któregoś dnia mnie pokocha; że któregoś dnia będzie pewny swoich uczuć; że któregoś dnia z pełną odpowiedzialnością powie: Kocham Cię, Bethy.
Moje oczy się zaszkliły. Boże, jak ja chciałabym to usłyszeć. Niczego innego bardziej nie pragnę. Żyję po to, żeby usłyszeć te słowa. I wierzę, że nadejdzie taki dzień - już niedługo - że usłyszę te dwa piękne słowa od najwspanialszego, choć niesamowicie trudnego, mężczyzny na świecie.
Powoli podniosłam się do pozycji siedzącej i omiotłam wzrokiem pomieszczenie. To sypialnia, w której ukryłam się, kiedy Zayn był z tą dziwką. Wiem, że z nią nie spał, ale mimo wszystko, zrobiło mi się gorąco na samą myśl o tamtym wieczorze. W głowie cały czas słyszę jej śmiech i... Nie! Stop! Nie będę szła tą uliczką. Między nimi do niczego nie doszło i tego muszę się trzymać.
Wstałam i zauważyłam, że mam na sobie moje krótkie spodenki i czarny podkoszulek należący do Zayn'a. Miał go na sobie, kiedy pierwszy raz spędziliśmy ze sobą noc. Zaciągnęłam się intensywnym zapachem bruneta. O mój Boże, gdyby tylko mnie kochał choć odrobinkę, mogłabym wdychać ten zapach każdego dnia... W moich oczach znów zaczęły zbierać się łzy. Koniec. Muszę się ogarnąć. Muszę się uzbroić w cierpliwość.
Podeszłam do komody stojącej w rogu pomieszczenia i chwyciłam szczotkę, która na niej leżała. Przeczesałam moje włosy. Przejrzałam się w niewielkim lusterku i uznałam, że mogę pokazać się światu. Mojemu światu.
Chwyciłam za klamkę i otworzyłam drzwi. Szłam przez jego mieszkanie rozglądając się dookoła z nadzieją, że gdzieś go zobaczę. Niestety. Moje poszukiwania poszły na marne. Westchnęłam i skierowałam się do kuchni. Tam również go nie było. To dobrze, czy źle? Sama nie wiem. Z jednej strony chciałam samotności. Chciałam się odizolować od wszystkiego i wszystkich. Powiedziałam, że muszę ochłonąć. Sama. Obiecał, że zniknie mi z oczu, że da mi odpocząć od rzeczywistości. Chciałam mu podziękować, ale z drugiej strony chciałam mu powiedzieć, żeby wcale nie dawał mi tej swobody. Nie chciałam samotności. Chciałam Zayn'a. Tyle, że na razie nie mogłam go mieć. Poprawka - mogłam. Mogłam dać mu siebie, a on dałby siebie mi. Ale muszę mieć pewność, że jestem dla niego ważna, że mnie kocha. Że nie jestem tylko po to, żeby zaspokoić jego potrzebę.
W mojej głowie znowu rozbrzmiały jego słowa: "Jedyne, czego potrzebuję, to ty."
Tak, wiem. Więc gdzie jesteś? Czemu mnie unikasz? W rzeczywistości nie chcę ochłonąć. Chodź tu! Pocałuj mnie! Bądź ze mną...
Zdjęłam ostatniego naleśnika z patelni. Dlaczego zrobiłam ich więcej, niż w rzeczywistości mogłam zjeść? Ach, no tak... Sądziłam, że Zayn jednak nie zniknie bez śladu...
Sama nie wiedziałam czego chcę. Ale takie właśnie są kobiety, prawda? Może lepiej by mi się żyło, gdybym była facetem? Jestem idiotką...
Chwyciłam talerz z naleśnikami, kiedy drzwi do kuchni się otworzyły.
- Przepraszam, sądziłem, że jeszcze śpisz. - rzucił z zakłopotaniem i zaczął się wycofywać z pomieszczenia
- Poczekaj. - zatrzymał się - Nie przepraszaj, przecież jesteś u siebie. - Postawiłam talerz na stole - Zjesz ze mną? - zapytałam cicho
Widziałam zakłopotanie w jego oczach. Szczerze? Czułam to samo.
Hej! Gdzie zniknęła ta zakochana po uszy dziewczyna?
Nie oddaliła się za daleko. Nadal potrzebuje bliskości, którą mógł jej dać tylko ten facet. A kiedy chciał to zrobić, uciekła, gdzie pieprz rośnie.
Patrzyłam na niego czekając na jego reakcję. Błagam, zgódź się! Nie zniosę dłużej tej ciszy.
- Zrobiłam więcej, pomyślałam, że może będziesz miał ochotę...
Chyba jeszcze nigdy nie mówiłam tak cicho. Po krótkiej chwili prawie niezauważalnie skinął głową i wszedł w głąb kuchni. Zajął miejsce przy stole. Wyciągnęłam z szafki jeszcze jeden talerz i położyłam go przed brunetem. Po chwili usiadłam na przeciwko niego. Panowała między nami krępująca cisza. Miałam ochotę zakończyć całą tą farsę, powiedzieć, że nie obchodzi mnie, czy czuje coś do mnie czy nie, ale ma mnie pocałować i być ze mną do końca życia. Ale nie mogłam. Musiałam wykazać się cierpliwością, a to nie lada wyzwanie. Nigdy nie należałam do osób cieszących się tą cechą.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu, że Cię przebrałem, ale... - urwał - Przepraszam, jeśli..
- Jest okay. - wyszeptałam
Jeszcze nigdy - przysięgam, nigdy - atmosfera między nami nie była tak zagęszczona. Bałam się powiedzieć cokolwiek. Bałam się zrobić cokolwiek. Próbowałam jeść, ale to było naprawdę trudne. Gardło miałam tak zaciśnięte, że dziwiłam się, że cokolwiek mogę przełknąć. Zayn też miał z tym problemy. Grzebał w talerzu i co jakiś czas zmuszał się, żeby wziąć choć kęs do ust. Nie patrzył na mnie. Ja nie patrzyłam na niego. Poczułam jakąś dziwną energię przepływającą między nami. On chyba też, bo poruszył się niespokojnie na krześle.
- Wiem, że nie powinienem tego mówić, ale... - zaczął nadal nie patrząc mi w oczy. Słuchałam go wlepiając wzrok w talerz - ... Mam ogromną ochotę Cię teraz pocałować. - wyszeptał i cicho chrząknął
Momentalnie zrobiło mi się gorąco. Czyli też to czuł. Poczułam dziwne mrowienie w okolicach podbrzusza. Nie, tylko nie to. Pożądanie, to ostatnia rzecz, której teraz potrzebuję. To nie jest odpowiedni moment.
- Ja też. - wyszeptałam nie wierząc, że to mówię
Zayn głośno wciągnął powietrze do płuc.
- Nie pomagasz mi. - odłożył widelec i przeczesał włosy.
Nadal na mnie nie spojrzał. Może to lepiej? Gdyby to zrobił, zaraz bym się na niego rzuciła.
- Ty też.
- Bethy... - podniósł na mnie wzrok
Przez dłuższą chwilę wpatrywaliśmy się w siebie. Zayn spuścił swój wzrok na moje usta. Nie rób tego, błagam.
Po chwili zerwał się i wyszedł z kuchni, a ja zorientowałam się, że przez cały ten czas wstrzymywałam oddech. Odłożyłam widelec, odsunęłam talerz i ukryłam twarz w dłoniach. Co ja robię? Nie powinno mnie tu być. Co ja sobie myślałam? Że będąc pod jednym dachem z tym mega seksownym facetem, którego kocham nad życie, uda mi się uniknąć takich sytuacji? Że nie będę go pożądała? Że będę mogła się mu oprzeć? Jestem idiotką...
Samotna łza spłynęła po moim policzku. Szybko ją wytarłam. Nie mogę się poddać. Muszę być silna. Dam radę. Wytrzymam. A już niedługo nie będę musiała się powstrzymywać. Będę mogła przytulić go, kiedy tylko będę miała na to ochotę. Będę mogła go pocałować. Będzie mój, a ja będę jego.
Posprzątałam po naszym śniadaniu i wyszłam z kuchni. Na mojej drodze stanął Malik. Unikałam jego wzroku i chciałam jak najszybciej udać się do mojej sypialni.
- Bethy, poczekaj.
Zatrzymałam się. Było mi głupio. Jak mogłam teraz spojrzeć mu w oczy? To śmieszne. Najpierw mówię, że potrzebuję czasu, a później najchętniej bym poszła z nim do łóżka. Jak ja wyglądam w jego oczach?
- Przepraszam za to, co miało miejsce przy śniadaniu. - wyszeptał, a ja zmusiłam się do zajrzenia w jego tęczówki - Nie potrafię Ci się oprzeć. - dotknął mojego policzka i delikatnie go pogładził - Całe szczęście, że się ocknąłem w odpowiednim momencie i wyszedłem. Gdybym tego nie zrobił... Nie wytrzymałbym.
- Żałowałbyś?
- Nie, ale ty byś żałowała. - pochylił się i pocałował moje czoło
Nie! Chcę Ciebie! Pocałuj mnie!
- Obiecałem, że poczekam. I to zrobię.
Jedyne, co mogłam zrobić, to przysunąć się do niego i wtulić się w jego rozgrzane ciało. Przycisnął mnie do siebie jeszcze mocniej.

*
...
Jest mi przykro, że kolejny raz muszę pisać tę notkę. Jest mi przykro, że macie w dupie mnie i moje prośby. Jest mi przykro, że nie bierzecie pod uwagę tego, co piszę pod rozdziałami.
Tak naprawdę, nie wiem co mam tu napisać. Nie potrafię wyrazić słowami mojej złości, frustracji, przygnębienia... wszystkiego, co siedzi w mojej głowie.

Coraz częściej zastanawiam się nad tym, czemu ja piszę tego bloga. Czemu udostępniam to badziewie? Czemu zabieram wam czas, który moglibyście poświęcić na coś pożyteczniejszego?
Nie chcę kończyć tego bloga, nie chcę go zawieszać, ani nikomu oddawać. Naprawdę lubię pisać to opowiadanie, tylko zastanawiam się, po jaką cholerę to publikuję. 
A po jaką cholerę wy obserwujecie tego bloga? Po co klikacie w tę pieprzoną ankietę? Po chuj 42 osoby kliknęły ten przycisk, skoro nic za tym nie idzie? 
Kuźwa, ludzie. Podobno czyta to 42 osoby. To w chuj dużo. 
A durnych 14 komentarzy nie ma pod rozdziałem. 
Nie wiem, który raz już to piszę, ale LUDZIE OGARNIJCIE SIĘ
Jeżeli nie czytasz bloga - nie klikaj w tą pieprzoną ankietę. 
Jeżeli czytasz - skomentuj. 
Piszę to tysięczny raz:
Nie wymagam nie wiadomo jak długich komentarzy. Wystarczy głupie "przeczytałam" Nie chcę, żebyście mi pisali same słodkości - jakie to cudowne, srakie i owakie. Chcę waszej szczerej opinii. Jeżeli coś jest nie tak - napisz. Chcę mieć jasną sytuację. 
A fakt, że 14 komentarzy uzbierało się przez prawie 2 tygodnie (Wiem, że komentarze z dzisiaj napisała jedna osoba) przy 23 obserwatorach i 42 rzekomych czytelnikach, no to daje dużo do myślenia. 


32 comments:

  1. uwielbiam twojego bloga!

    ReplyDelete
  2. Nie dawno znalazłam twojego bloga, ale staram się komentować wszystkie rozdziały od tamtego czasu:))
    Ten blog bardzo mi się podoba i też nie chcę żebyś go kończyła więc LUDZIE KOMENTUJCIE XD
    A co do rozdziału... Podejrzewam, że jeszcze trochę i Zayn uświadomi sobie coś ważnego XD czekam na kolejny :))

    ReplyDelete
  3. Staram się zawsze komentować bloga, wybacz że czasem tego nie zrobię. Czekam na kolejny <3

    ReplyDelete
  4. Jestem bardzo wymagająca co do opowiadań, a twój blog jest jednym z nielicznych, które chętnie i regularnie czytam :) Trzymaj tak dalej, tyle że dodawaj więcej zwrotów akcji, niespodzianek. Niech się dzieje. Zaszokuj nas :) Dodaj pazura Bethy :D Pisz, wychodzi ci to! Tak odbiegając od tematu to masz świetny gust do imion, też jestem Ela :D.

    ReplyDelete
  5. Hej, przeczytałam i uwielbiam Twojego bloga. Czekam na kolejne rozdziały. Pozdrawiam

    ReplyDelete
  6. Uwielbiam <3
    Zapraszam; www.bad-boy-zaynmalik.blogspot.com

    ReplyDelete
  7. Błagam cię, pisz dalej! Twoje opowiadania są cudowne, czekam na następny rozdział! <3

    ReplyDelete
  8. Przeczytałam ;) nie no, roździał fajny.... i pisz dalej bo nie wytrzymam jak przestaniesz !
    /Paulina <3

    ReplyDelete
  9. Zarąbiste opowiadanko ! KOCHAM :)) ♡
    Karola xx

    ReplyDelete
  10. Zejebiste laska !!!! LOVE ZAYN :P czekam na nexta ..Nana :D

    ReplyDelete
  11. Replies
    1. *zakochałam ..sorry za błąd xx

      Delete
  12. Zdycham ;p naprawde świetny blog ;D oby
    No byli razem ;) @zeynowax

    ReplyDelete
  13. Ładnie..przeczytałem wszystko nawet nie złe
    Igor

    ReplyDelete
  14. Kucze nasza Bethy musi pokazać Zaynowi jak się kogoś kocha!
    Ja widzę ich razem i tylko razem, są dla siebie stworzeni! A ta sytuacja w kuchni, nie wiem dlaczego, ale była taka śmieszna. Choć miałam nadzieję, że rzucą się na siebie :D
    Masz pełne prawo wkurzać się, dobrze Cię rozumiem. Ale proszę Cię, pisz dalej, skoro lubisz to robić i sprawia Ci to przyjemność to rób i publikuj bo zawsze jest dla kogo, choćby dla mnie :D ja lubię to opowiadanie i przypadło do mojego gustu i choć nie zawsze mam czas napisać komentarz zaraz po przeczytaniu to i tak robię to wtedy kiedy mogę.
    Wracając do opowiadania to zastanawia mnie to jak rozwiążesz sprawę z jej ojcem, ciekawe co też on kombinuje.
    Czekam więc na następny rozdział, pozdrawiam Asiek.

    ReplyDelete
  15. Świetny rozdział, rewelyjny blog! <3 ja również nie chcę, żebyś go kończyła :))staram się komentować każdy rozdział, ale niestety nie zawsze mam taką możliwość... Chodzi mi o to, że często jest tak (co mnie niezmiernie denerwuje..) że kiedy przeczytałam rozdział na blogu (jakimkolwiek) i chce skomentować o nie mogę. Po prostu napiszę komentarz, kliknę 'opublikuj' i komentarz się nie dodaj, bo mi się rozlacza internet. Potem już po prostu odpuszczam sobie pisanie komentarza, więc z góry przepraszam jeśli nie będziesz miała żadnego słowa ode mnie pod rozdziałem, ale wiedz, że zawsze czytam :D pozdrawiam i życzę weny <3

    ReplyDelete
  16. Super rozdział!!*** :)

    ReplyDelete
  17. Hej, dzień dobry. :)
    Trafiłam na Twojego bloga kiedyś, kiedyś, kiedyś... dawno temu. I tak sobie jakoś zaczęłam czytać. W końcu wyszło tak, że wręcz pokochałam Twojego bloga i całą tę historię i obiecałam sobie, że jeśli odważę się na założenie swojego, to natychmiast się do Ciebie odezwę.
    Powiem krótko: jeśli skończyłabyś z tą historią, to chyba zwątpiłabym w ludzkość. Jest cudowna i nawet nie próbuj. Rozumiem, że komentarze są bardzo motywujące (dlatego też sama postanowiłam, jako cicha czytelniczka w końcu się ujawnić), ale nie każdy ma odwagę napisać cokolwiek, przynajmniej tak sądzę. Z pewnością masz wielu wiernych fanów, którzy nie pozwolą Ci zrezygnować z tworzenia. :>
    Ok, my tu gadu gadu, miało być krótko, a wyszło jak zawsze. No więc może przejdę do treści.
    Cała historia jest genialna, bo pokazuje pewnego rodzaju nieszczęśliwą i zarazem niebezpieczną miłość.
    Zayn jest tu takim niegrzecznym chłopcem, który wpakował się w bagno zabijania ludzi i mimo, że chce, nie do końca może z tym skończyć. Jest twardzielem, ale ma też chwile słabości. Ciężko go rozgryźć. Myślę, że jest typem faceta, na którego bez wątpienia poleciałabym tak aż by się za mną z tego pędu kurzyło. :b Jest świetny. (Swoją drogą ciekawe dlaczego dziewczyny są aż tak głupie, że zazwyczaj chwytaj się takich Bad boy’ów). Ogólnie na początku myślałam, że nie wykaże on żadnego pozytywnego uczucia z siebie, ale miałam nadzieje, że jednak wyjdzie inaczej. I całe szczęście. Niejednokrotnie pokazał, że boi się o Bethy, martwi się o nią i nie chce żeby stała się jej krzywda.
    A mimo tego, że uważa, że nie wie czy potrafi kochać, ja jestem pewna, że jednak tak, że coś do niej czuje tylko nie potrafi się po prostu sam przed sobą do tego przyznać. Nie chce dostrzec tego, że jednak potrafi kochać.
    Elizabeth ma trochę ze mnie(albo to moje mylne wyobrażenia)- jest strasznie wrażliwa, dużo płacze, a na smutek obżera się lodami…. Skąd ja to znam. Ogółem, bardzo lubię tę postać, jest taka ludzka. Wspaniała dziewczyna, tylko nie wiem czemu, ale odkąd czytam to opowiadanie, to mimo tego, że w bohaterach jest ona blondynką, to ja wyobrażam ją sobie jako brunetkę. :b Jakoś tak mi się wbiło do głowy. Mniejsza z tym.
    Współczuję Elizabeth ojca i współczuję jej tego, że ma tak naiwną matkę. Choć w sumie, to zabrzmiało dosyć dziwnie.. W każdym razie miłość jest ogromnie ślepa i dla niej można zrobić wszystko, a ona jest najlepszym tego przykładem. Na miejscu Bethy, powiedziałabym matce choć po części prawdę mając nadzieję, że to coś da. Resztę bym zmyśliła. Może wtedy jej mama zastanowiłaby się nad całą sprawą i uniknęłaby nieszczęścia.
    Teraz napiszę trochę o miłości Elizabeth do Zayna. Widać, ze bardzo go pożąda, nie może bez niego żyć i za wszelką cenę próbuje zrobić z niego dobrego człowieka, sprawić by był szczęśliwy. Przede wszystkim jej miłość jest CIERPLIWA i nie zna odrzucenia. Mimo tego, że Bethy jest honorowa i potrafi całkowicie olać Zayna, to i tak w końcu wraca, bo uczucie przewyższa sprawę. To jest takie piękne, cholera, tylko szkoda, że takie skomplikowane. I według mnie oni sami sobie to komplikują! Ale i tak ich kocham, a Ciebie uwielbiam, za to wspaniałe opowiadanie. :)
    Ok, kończę już, bo rozpisałam się strasznie i na dobrą sprawę nie wiem czy zmieszczę się w jednym komentarzu.
    Pamiętaj – nigdy się nie poddawaj. :)
    fatal—love.blogspot.com
    zapraszam, przesyłam buziaki i życzę miłego dnia.

    ReplyDelete
    Replies
    1. Pierwsze, co chcę napisać to to, że cholernie Ci dziękuję za ten komentarz. Poprawiłaś mi humor już z samego rana. :)
      I dziękuję Ci, że postanowiłaś się ujawnić. To naprawdę wiele dla mnie znaczy. Cieszę się, że podoba Ci się moje opowiadanie. Te wszystkie odczucia, które tu wymieniłaś pokazały, że jednak mi się udało, bo to właśnie miałam na myśli pisząc te bazgroły. Miałam nadzieję, że w jakiś sposób uda mi się pokazać charakter bohaterów, żeby wydawali się jak najbardziej prawdziwi. Jeżeli chodzi o Elizabeth, to chyba mogę przyznać, że bałam się o nią najmniej. Dlaczego? Bo ma dużo moich cech charakteru. A ja chyba jestem prawdziwa, prawda? ;D
      A to, jak ktoś sobie ją wyobraża, to jest indywidualna sprawa. Pokazałam jak ja ją widzę. A wy możecie sobie ją wyobrażać jak tylko chcecie, bo nie o to tutaj chodzi.
      Masz rację, dużo rzeczy sami sobie komplikują, ale własnie o to mi chodziło. Wydaje mi się, że tak jest w życiu. Ludzie nieświadomie komplikują dużo, tak naprawdę, błahych spraw.
      Nie chcę się poddawać. I przysięgam, że przerwanie tej historii to ostatnia rzecz, którą mogłabym/chciałabym zrobić. Ale potrzebuję też zrozumienia. Spójrzcie, ja siedzę nad jednym rozdziałem jakieś godziny, może i więcej, a was proszę jedynie o jedno, dwa słowa komentarza. Widzicie różnicę? :)
      Jeszcze raz bardzo Ci dziękuję za ten komentarz, bardzo mi pomógł. :)
      Oczywiście, zajrzę na twojego bloga. :)

      Delete
    2. Krótko ujmując - historia jest bardzo życiowa, a bohaterowie, jeśli chodzi o ich charaktery i uczucia, również prawdziwi i to jest w tym najpiękniejsze. :)
      Da się to zrozumieć, bo każdy chciałby żeby, aby jego praca była należycie oceniona. :) W każdym razie, od dziś obiecuję, że sumiennie będę komentować Twojego bloga, tylko proszę o informację, bo czasami się zagapię i muszę nadrabiać. :>

      Delete
  18. i love you ja komentuje z telefonu a na telefonie moge tylk z anonima dla mnie wiele znaczy ten blog i ja nie mam cie w dupie

    AnusiaXo

    ReplyDelete
  19. Super opowiadanie !!!

    ReplyDelete
  20. Zapraszam na nowy rozdział Z Innej Bajki.
    http://onestoryonedream.blogspot.com/

    ReplyDelete
  21. Super ;D czekam na nexta ;))
    Kar.x

    ReplyDelete
  22. Ładnie ;) Dobra robota!
    @emcialox

    ReplyDelete
  23. Kocham ...świetne ;) uwielbiam twoje prace xx I'm waiting for next xD
    Loli ;)

    ReplyDelete
  24. Jestem, czytam, komentuje, czekam na następny rozdział, i piszę KOCHAM TEGO BLOGA hihihi :*

    Liza xx

    ReplyDelete