Friday, 21 March 2014

NINE

~~ Świadomość, że nic nie znaczysz jest nieprzyjemna, ale ból jest milion razy większy, kiedy masz tego pewność. ~~

Obudziłam się i w pokoju nie zauważyłam brunetki. Sięgnęłam po telefon, aby sprawdzić godzinę. 10.45. Pora wstawać. Wykonałam poranną toaletę i ubrałam się w świeże ciuchy. Już miałam wyjść z pokoju, kiedy rozbrzmiał dźwięk mojego telefonu. No tak. Z tego całego zamieszania zapomniałam naładować telefon. Sięgnęłam do walizki i zaczęłam obszukiwać wszystkie jej kieszenie. Nie ma. Jak ja mogłam zapomnieć ładowarki? Zrezygnowana wyszłam z pokoju. Po chwili zajadałam się śniadaniem przygotowanym przez moją przyjaciółkę.

- Mam nadzieję, że pamiętasz o zakupach. O której idziemy? - zapytała, kiedy siedziałyśmy w salonie. Spojrzałam na zegarek - 14.30
- Nie wiem, o której chcesz. - wzruszyłam ramionami - Ale teraz muszę pójść do domu. Zapomniałam ładowarki, a bateria już mi padła. - wyjaśniłam
Po kilku minutach powolnym krokiem szłam w stronę domu. Byłam zła na mamę i nie chciałam z nią wtedy rozmawiać. Wiedziałam jednak, że jest to nieuniknione.
Znowu to uczucie. Tym razem jestem pewna, że ktoś mnie śledzi. To już kolejny raz. Niemożliwe, że znowu to tylko nieprawdziwe złe przeczucie. Rozejrzałam się po okolicy i zauważyłam blondyna, którego spotkałam kilka dni temu pod moim domem. Przyspieszyłam kroku. Nie znałam go. Nie wiedziałam czego ode mnie oczekuje i do czego jest zdolny.
- Tak wcześnie na spacer się wybrałaś? - zakpił. Nie usłyszał mojej odpowiedzi - Na zakupach na pewno nie byłaś, bo nie masz nic ze sobą. - cóż za spostrzegawczość, prawda?
- Czego ode mnie chcesz? - zdobyłam się na odwagę i zapytałam
- Ja? Czego niby miałbym od Ciebie chcieć? - sarkazm. Nienawidzę, jeśli ktoś go używa, ale jeżeli ja to robię, to co innego.
Szłam jeszcze szybciej, co tylko rozśmieszyło blondyna. Dalej za mną szedł. Wreszcie ujrzałam mój dom. Weszłam do środka i starałam się niezauważalnie przemieścić do mojego pokoju. Udało się. Mama nie zauważyła mojej obecności. Otworzyłam pokój i szybko znalazłam ładowarkę. Schowałam ją do torebki i wyszłam z pomieszczenia. Zamknęłam drzwi na klucz i udałam się na dół. Już myślałam, że pozostanę niezauważona, ale moje nadzieje okazały się bezpodstawne.
- Hej córeczko. - usłyszałam głos mamy
- Cześć. Przyszłam po ładowarkę. - oznajmiłam - Przepraszam, ale spieszę się. - skłamałam i wyszłam z domu ignorując wołania mojej mamy.
Źle się z tym czułam. W końcu to kobieta, która poświęciła dla mnie swoją młodość. Wychowała mnie, a ja tak po prostu ją ignorowałam, ale byłam zła. Przecież chciałam dla niej dobrze, a ona jak zwykle mi nie wierzyła. Nie mogłam patrzeć na to, jak ojciec znów owija ją sobie wokół palca. Koniec z tym. I tak już wystarczająco długo na to patrzyłam.
Wyszłam z domu i rozejrzałam się na wszystkie strony. Nie było go. Przynajmniej tak mi się wydawało. Pewnym krokiem ruszyłam w stronę domu mojej przyjaciółki.
- Krótka ta wizyta w domu. - znowu ten sam głos - Czyżby kłótnia? - zakpił
- To moja sprawa. - odburknęłam i przyspieszyłam kroku. Usłyszałam za sobą szyderczy śmiech
- Przecież wiem, że się wyprowadziłaś. - zamarłam
On mnie cały czas śledzi. Moje wrażenia nie były złudne. Miałam rację.
- Nie wiem jeszcze gdzie, ale się dowiem. - coraz bardziej mnie przerażał - Szybciej niż myślisz.
Byłam już blisko domu Kell, ale cały czas słyszałam za sobą jego kroki. Nie mogłam zdradzić mu, gdzie teraz przebywam. On nie wygląda na normalnego człowieka. Nie wiem, czego on ode mnie chce i nie chcę się tego dowiedzieć. Chcę tylko jednej rzeczy. Niech się ode mnie odpieprzy.
Minęłam dom brunetki i błagałam ją w myślach, żeby nie wyglądała przez okno. Gdyby mnie zobaczyła, na pewno wybiegłaby za mną i ten psychopata wiedziałby, gdzie mnie szukać.

Szłam bez celu wgapiając się w swoje buty. Byłam już daleko od domu, a on dalej za mną szedł.
- Czy czasem się nie zgubiłaś? - znowu się odezwał
- Nie twoja sprawa. - warknęłam i szłam dalej
Rozglądałam się na boki. Park już dawno minęłam, co oznaczało, że jestem już jakieś 3 godziny drogi od domu. Pięknie. Cicho westchnęłam i modliłam się, żebym spotkała kogoś znajomego, z kim mogłabym porozmawiać. Przeciągałabym to tak długo, aż blondyn zrezygnowałby i poszedł sobie. Nagle moim oczom ukazała się znajoma sylwetka. Brunet rozmawiał z kimś przez telefon i stał do mnie tyłem. W pewnym momencie zakończył rozmowę i schował telefon do kieszeni. Odwrócił się w moją stronę. Nasze oczy się spotkały. Uśmiechnęłam się mając nadzieję, że zaraz do mnie podejdzie. Jednak mina mi zrzedła, kiedy odwrócił wzrok i obojętnie przeszedł obok mnie. Łzy momentalnie napłynęły do moich oczu. Zatrzymałam się. Ślepo gapiłam się przed siebie. Ludzie mijali mnie szerokim łukiem i mówili, że zwariowałam. Nie obchodziło mnie to. Nic się nie liczyło.
Zayn udawał, że mnie nie zna.
Odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem szłam w stronę domu Kell. Usłyszałam za sobą kpiący śmiech.
- Czyli jednak się zgubiłaś. - nie przestawał się śmiać
- Gówno Cię to obchodzi! - wrzasnęłam. Widziałam, jak jego oczy ciemnieją pod wpływem złości - Odpieprz się ode mnie, okay?! - nie przestawałam krzyczeć, a łzy lały się po moich policzkach - Nie wiem, czego ode mnie chcesz. Nie wiem, dlaczego uwziąłeś się akurat na mnie. Ale znajdź sobie kogoś innego do gnębienia! Ja i tak już mam spieprzone życie. Bardziej się nie da i nawet taki pojeb jak ty nie da rady! - krzyczałam, mężczyzna zaczął się do mnie zbliżać.
Szczerze? W tamtej chwili nie obchodziło mnie, co ze mną zrobi. Po chwili poczułam, że ktoś chwyta mnie za ramię i ciągnie w swoją stronę. Wyrwałam się z uścisku, jednak po chwili ktoś mnie podniósł. Szliśmy coraz szybciej, pomimo tego, że cały czas się wyrywałam. Biłam mężczyznę w plecy z tak wielką siłą, jaką tylko udało mi się zebrać. Po kilku minutach przestałam. Wiedziałam, że to i tak nic nie da. Po jakimś czasie znaleźliśmy się na czyjejś posesji. Nie wiedziałam kim jest mężczyzna, który mnie niósł, ale tak, jak już mówiłam, nic się nie liczyło. Może mnie zgwałcić, zabić, zakopać, co tylko chce. To i tak wiele nie zmieni w moim życiu, a nawet pomoże. Po raz kolejny wytarłam łzy, które spływały po moich policzkach. Mężczyzna otworzył drzwi, jak podejrzewam, do mieszkania. A po chwili oboje się w nim znajdowaliśmy. Zapalił światło i zamknął za nami drzwi. Po chwili poczułam grunt pod nogami. Mężczyzna stał do mnie tyłem ze spuszczoną głową. I wtedy sobie coś uświadomiłam. Jak najszybciej zerwałam się do ucieczki. Rzuciłam się do drzwi, które po kilku sekundach otworzyłam. Wybiegłam z domu.
- Bethy! - usłyszałam za sobą jego krzyk - Poczekaj! - był coraz bliżej.
Kolejne łzy lały się po moich policzkach w niewyobrażalnej ilości. Po co to zrobił? Po cholerę mnie tu przyprowadził? Jeszcze kilka minut temu przeszedł obok mnie obojętnie, a teraz co? Nagle zachciało mu się mnie tu ściągnąć?
Biegłam ile sił w nogach, a tych już mi zaczęło braknąć. Przez załzawione oczy już prawie nic nie widziałam. Usłyszałam kroki, które zbliżały się do mnie coraz bardziej. Po chwili silne ramiona bruneta zamknęły mnie w uścisku. Wyrywałam się. Waliłam pięściami w jego tors.
- Puść mnie. - powiedziałam bezsilnie
Zayn jeszcze bardziej mnie do siebie przyciągnął i starał się mnie uspokoić. Poddałam się. Oparłam głowę o jego tors i nie przestawałam płakać. Chciałam, ale nie mogłam. Położyłam dłonie na jego karku i mocniej się w niego wtuliłam. Brakowało mi go. Po chwili poczułam jego usta na moim czole. Z każdą chwilą uspokajałam się coraz bardziej. Przestałam płakać.
- Zostaw mnie. - wyszeptałam, chłopak nie reagował - Proszę Cię, zostaw mnie. - powtórzyłam. Brunet niechętnie zdjął dłonie z mojej talii. Odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy. - Nienawidzę Cię. - wyszeptałam i sie od niego odwróciłam
Ruszyłam w stronę wyjścia z posesji.
- Poczekaj. - nie zareagowałam, Zayn ponownie do mnie podbiegł - Odwiozę Cię.
- Nie. - powiedziałam stanowczo. Chłopak chwycił moją dłoń. Odwróciłam się w jego stronę - Zayn, proszę Cię, daj mi spokój. - wyszeptałam, a kolejne łzy wypłynęły z moich oczu - Sam chciałeś zniknąć z mojego życia. - spuścił głowę - Zaczęłam sobie już z tym radzić, ale ty znowu się pojawiasz. Najpierw mnie ignorujesz, a to... - zatrzymałam się - Co to miało być, co? - pytam wyrywając dłoń z jego uścisku - Dlaczego mnie tu przyniosłeś?
- Bo się o Ciebie boję. - powiedział cicho patrząc w moje oczy
- I dlatego chciałeś mnie znowu trzymać przez miesiąc u siebie. Później doprowadziłbyś mnie do tego stanu, w którym to nie da się samemu funkcjonować, a na koniec zostawiłbyś mnie informując, że tak będzie lepiej, tak?
- Nie potrafisz mi wybaczyć tamtej sytuacji...
- Dziwi Cię to? - podnoszę głos - Rozkochałeś mnie w sobie.
- Ale uwierz mi, Beth. Tak jest lepiej. - spojrzał mi w oczy - Nie pasujesz do mojego życia. Jesteś zbyt delikatna. Ja mam wrogów. - ponownie chwycił moją dłoń - Nie mogę Cię narażać.
- W takim razie dlaczego tu jestem? - zapytałam cicho - Dlaczego mnie stamtąd zabrałeś?
- Gdybym Cię stamtąd nie zabrał, tamten facet by Ci coś zrobił. -stwierdził - Ellie, czy ty się zastanawiałaś nad tym, co mówisz? - chwycił mój podbródek i podniósł go lekko do góry, dzięki czemu spojrzałam mu w oczy. I znowu się w nich zakochałam. Dopiero teraz sobie zdałam sprawę z tego, jak bardzo brakowało mi widoku jego oczu. - Nie znałaś tego gościa, śledził Cię od dobrych kilku dni, a ty mu nawrzucałaś, bez jakiegokolwiek zastanowienia.
- Nie obchodziło mnie to. - wzruszyłam ramionami i odsunęłam się od bruneta - Bardziej przejęłam się tym, że facet, z którym mieszkałam miesiąc. Facet, w którym się zakochałam, przeszedł obok mnie obojętnie nawet na mnie nie patrząc. - powiedziałam ze łzami w oczach
- Przepraszam. - podszedł do mnie - Nie chciałem do Ciebie podchodzić, bo chciałem Cię chronić. Ten facet, gdyby się dowiedział, że się znamy... mógłby chcieć się zemścić. - zaśmiałam się sarkastycznie
- Na pewno nie wie, że się znamy. Na pewno śledził mnie bo tak mu się podobało, a ty nie masz z tym nic wspólnego. - sarkazm towarzyszył mojej wypowiedzi, westchnął - Nie przypominam sobie, żebym miała wrogów. Jestem przekonana, że śledził mnie ze względu na Ciebie.
- Masz rację. Ale właśnie dlatego przyprowadziłem Cię tu. Gdybyś tu była, miałbym pewność, że Ci nic nie grozi, że w razie czego Cię obronię. - wyjaśnił
- Ale ja nie chcę, Zayn. - wyszeptałam - Chcę o Tobie zapomnieć. - powiedziałam i chciałam odejść, ale złapał mnie za rękę
- Chociaż pozwól mi Cię odwieźć. - spojrzał na mnie błagalnie
Wahałam się. Już chciałam powiedzieć, że dam sobie radę, kiedy coś mi przyszło do głowy. Przecież ja nawet nie znam stąd drogi powrotnej. Odwróciłam się od bruneta i skierowałam się w stronę stojącego obok samochodu. Wsiadłam do środka i odwróciłam od niego wzrok, kiedy zobaczyłam jego piękny uśmiech. Ile ja bym dała, żeby móc oglądać go każdego dnia? Ah... No tak - wszystko. Zdecydowanie wszystko bym dała.
Po chwili miejsce kierowcy zostało zajęte przez bruneta. Droga zajmowała więcej czasu, niż to by mogło się wydawać. Nagle ogarnęło mnie zmęczenie. Na pewno było już grubo po 20, bo zaczęło się ściemniać. Nawet nie wiem, kiedy odpłynęłam do bajkowej krainy snu.

***

- Bethy. - obudziło mnie delikatne szturchanie
Niechętnie otworzyłam ciężkie powieki. Przeciągnęłam się i ujrzałam ciemne tęczówki Zayn'a, które się we mnie wpatrywały. Po chwili usłyszałam jego dźwięczny śmiech. Spojrzałam na niego pytająco.
- Budzę Cię już dobre pół godziny. - powiedział z uśmiechem
Zerwałam się, przez co z wielką siłą uderzyłam w sufit. Zapomniałam, że jestem w samochodzie.
- Przestań się ze mnie śmiać. - oburzyłam się łapiąc moją bolącą głowę. Po chwili zwróciłam groźny wzrok na śmiejącego się Zayn'a. Moja złość wyparowała i ustąpiła radości. Dołączyłam do bruneta i śmiałam się bez końca. Po chwili brunet spoważniał. Nie widziałam, o co chodzi, ale jak na zawołanie również przestałam się śmiać. Brunet odgarnął niesforny kosmyk za moje ucho i niemalże przeszywającym wzrokiem przyglądał się mojej twarzy. Wpatrywałam się w jego oczy. Nie mogłam rozszyfrować, co takiego w sobie kryją. Nagle zaczął się do mnie zbliżać. Wiedziałam, co chce zrobić. Wiedziałam, że to nie może się stać. Ale nic z tym nie robiłam. Czekałam na to. Chwycił delikatnie moją twarz i sprawił, że przysunęłam się do niego jeszcze bardziej. Po chwili złączył nasze usta w delikatnym pocałunku. Złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie. Drugą rękę wplątał w moje włosy. Pocałunek był coraz bardziej zachłanny. Nasze języki idealnie do siebie pasowały. Po chwili oderwaliśmy się od siebie, żeby zaczerpnąć powietrza.
- Nie możemy. - wyszeptał potrącając mój nos swoim
- Wiem. - odpowiedziałam równie cicho
Po chwili Zayn znów złączył nasze wargi w jedność. Bez przeszkód wsunął swój język po to, aby za chwilę walczyć z moim. Zaczął się ode mnie odsuwać, dlatego owinęłam go rękoma wokół talii i przyciągnęłam do siebie jeszcze bardziej.
- Bethy...
- Lubię, kiedy tak do mnie mówisz. - stwierdziłam i ponownie wpiłam się w jego usta
Oddał pocałunek. Przyciągnęłam go do siebie, dzięki czemu nasze ciała stykały się w każdym możliwym miejscu. Zayn pogłębiał pocałunek.
- Nie powinniśmy. Nie jestem chłopakiem dla Ciebie. - odsunął się ode mnie - Nie będziesz ze mną szczęśliwa. - powiedział odwracając ode mnie wzrok
Moje oczy po raz setny dzisiejszego dnia, się zaszkliły. Co ty sobie myślałaś, co?
- Nic nie poradzę na to, że Cię kocham. - wyszeptałam
- Właśnie dlatego to, co miało teraz miejsce nie powinno się wydarzyć. - zaśmiałam się sarkastycznie
- TO, co miało tutaj miejsce, to był pocałunek. - podkreśliłam słowo, którego użył Zayn - Najwspanialszy, jaki kiedykolwiek miałam i lepszego nie będę mieć. - mówiłam ze łzami w oczach, spojrzał na mnie ze zdziwieniem wymalowanym w oczach - Ale masz rację. To było głupie. - stwierdziłam - I już nigdy się nie powtórzy, chociaż bym tego chciała. - cicho się zaśmiałam po tych słowach spuszczając wzrok - Jestem naiwna. Wiem, że nic dla Ciebie nie znaczę, a i tak Ci wierzę. I tak chcę Cię całować, kiedy tylko Cię zobaczę... - spojrzałam na niego - Nie martw się. Już Ci nie uwierzę. Bo już się nie spotkamy, prawda? - Nie odpowiedział. - Po co ja to mówię? Przecież i tak jestem dla Ciebie nikim. - wysiadłam z samochodu - Żegnaj, Zayn.
- Poczekaj, Bethy. - zatrzasnęłam drzwi samochodu i ruszyłam w stronę domu Kelly - Gdzie ty idziesz? - wysiadł z samochodu - Wracaj do domu. - poprosił - Coś Ci się może stać...
- I tak by Cię to nie zainteresowało. - wzruszyłam ramionami - Ale wracając do twojego pytania, idę do mojej przyjaciółki, u której teraz mieszkam. - warknęłam
- Podwiozę Cię. Jaki jest jej adres? - podbiegł do mnie
- Doskonale go znasz. - odwróciłam się do niego - Sam nie wiesz, czego chcesz, Zayn. - stwierdziłam - Ale ja wiem, czego chcę. Chcę to zakończyć raz na zawsze. - powiedziałam mu prosto w twarz - Jeżeli ty nie potrafisz, to ja to zrobię. - odwróciłam się i ruszyłam w stronę domu Kelly. Wytarłam łzy i starałam się jak najszybciej zniknąć z pola widzenia Zayn'a, który ciągle stał przy swoim samochodzie i się we mnie wpatrywał.

*

Hej misiaczki! :)
Chcieliście Zayn'a - macie Zayn'a. :) Podobało się? Mam nadzieję, że tak.

ZNOWU MUSZĘ PRZYPOMINAĆ O KOMENTARZACH. 
LUDZIE! KOMENTUJCIE, BO NAPRAWDĘ SIĘ WKURZĘ. 
(Groźna ja... xD)
Ale tak na serio, proszę was o wasze opinie. Czy to tak wiele?
W ankiecie wyszło, że mam 20 czytelników, 17 osób obserwuje, (WOW! Naprawdę nie spodziewałam się, że będzie was aż tylu! To dla mnie wiele znaczy.) a pod ostatnim rozdziałem było 6 komentarzy. Coś tu chyba nie gra, nie uważacie?
Zróbcie coś z tym, albo ja coś zrobię.

Jeżeli macie jakieś pytania, śmiało możecie je zadać tutaj: <KLIK>
Staram się odpowiadać na pytania jak najszybciej, choć jest ich niewiele. 
ALE I TAK SIĘ CIESZĘ, ŻE JAKIEŚ W OGÓLE SIĘ POJAWIŁY! ;)

No, dobra. Jak zwykle się rozgadałam.
Kocham was, miśki moje :*

Do zobaczenia w dziesiątce! (O rany, kiedy to zleciało...)
Pozdrawiam! :)

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

13 comments:

  1. Rozdział meeeega zajebisty! Jak wszystkie inne oczywiście :D
    Głupia Bethy, głupi Zayn. Dlaczego oni w końcu nie będą razem?! ;p
    Czekam na następny ;>

    ReplyDelete
  2. Ooo kurde m świetny rozdział , życzę dużo weny , z niecierpliwością czekam na następny !

    ReplyDelete
  3. no i był zayn , super rozdział :)

    ReplyDelete
  4. A mówią że to kobiet nie da się zrozumieć.. Zayn ogarnij swoj tyłek i nie pozwól jej odejść ! Rozdział świetny czekam na kolejny <3 / Natalia

    ReplyDelete
  5. super rozdział czekam na następny!

    ReplyDelete
  6. Czekam z niecierpliwieniem na następny :]

    ReplyDelete
  7. CUDOWNE !!!!!

    ReplyDelete
  8. "Zróbcie coś z tym, albo ja coś zrobię." Przeraziłam się! Ludzie bierzcie się do roboty i zacznijcie komentować!
    No wracając do tematu, to rozdział świetny, jest Zayn! Dziękuję!
    Ale, ale. Podobało mi się to że się pocałowali za to końcówka już mnie zasmuciła. Myślałam, że może jednak coś się między nimi zmieni i że Malik wyzna jej miłość czy coś :D
    Ale intryguje mnie ta tajemnicza postać a mianowicie ten blondynek. Co on od niej chce? Kurcze, jak ja chciałabym już wiedzieć jak to się wszystko potoczy. Na prawdę fajnie i ciekawie piszesz i potrafisz wciągnąć czytelnika. Ja wciągnęłam się na maksa! I czekam na kolejny z WIELKĄ niecierpliwością, pozdrawiam Asiek :)

    ReplyDelete
  9. Ejj tak nie może być niech nie pozwoli jej odejść i co z tego że ma wrogów przecież może ją chronić tak jak powiedział gdy przyprowadził ją do swojego mieszkania.. Czekam na dziesiąty ! :D

    ReplyDelete
  10. genialny ! <3
    kocham, kocham, kocham :D <3

    ReplyDelete
  11. Fajny rozdział, ogólnie całe opowiadanie jest tajemnicze, interesujące i po prostu mnie wkręciło. Spokojnie możesz mnie dodać do liczby czytelników, bo sprawdzam czy jest coś nowego co 2 dni xD Blog na serio świetny i bardzo fajnie piszesz *.* ♥♥♥
    Pozdro xoxoxo

    ReplyDelete
  12. Kom że ten blog jest zarąbisty!!!!
    Czekam na next

    Liza xx

    ReplyDelete